Nie było mnie tu wieki, wybaczcie. Wracam skruszona :-)
Pod koniec września ja i Towarzysz Życia wybraliśmy się na romantyczny wypad do czeskiej Pragi. Przeszliśmy ponad 70km piechotą, zwiedziliśmy to piękne miasto i ogólnie jesteśmy pod dużym wrażeniem. Pogoda była przepiękna, słoneczna... a później trzeba było wracać do szarej rzeczywistości. W tym poście pokażę wam mały, kulinarny wycinek naszej podróży!
Z góry muszę uprzedzić, że nie piszę o miejscach które odwiedziłam tak poetycznie jak czołowe polskie blogerki, nie mam też środków na jadanie w najdroższych knajpach. Mam trochę alergię na takie opisy - zapewne z powodu moich studiów i przyszłej, mam nadzieję filologicznej pracy, poetyckie metafory mnie nie wzruszają. Za to jakoś wzruszyła mnie Praga pełna sprzeczności - cała będąca starówką, oświetlona jak Disneyland, z masą japońskich turystów, kasyn i lokali z tajskim masaże jednocześnie. Ale do rzeczy!
Chciałabym wam bardzo serdecznie polecić dwa lokale, oba dość różne.
Pierwsza
hospoda do jakiej trafiliśmy nosi, dość zabawną dla polaków nazwę V Cipu :) Ulokowana między Basztą Prochową a Placem Wacława w ślepiej uliczce o takiej samej nazwie - V Cipu. Nie rzuca się w oczy, a to prawdziwy czeski skarb! za 120-150 koron czeskich można zjeść ogromny obiad. Plusem jest fakt, iż bywa tam stosunkowo mało turystów, można poczuć się jak rodowity Czech. Zjedliśmy, co nie jest chyba zaskoczeniem,
smażony syr z dodatkami
:) Polecamy obydwoje bardzo serdecznie!
Drugie miejsce to bardzo popularna, zwłaszcza wśród polaków hospoda, przypominająca nieco bar mleczny - nazywa się
Havelska Koruna i ma swoją siedzibę w centrum miasta, przy ulicy Havelskiej. Przy wejściu dostajemy karteczkę - każdy nasz zakup jest na niej dopisywany, a płacimy na kasie przy wejściu. Wybór dań jest spory, my w ciągu naszego pobytu stołowaliśmy się tam dwa razy - raz był to smażony syr (niespodzianka!), za drugim T. spróbował knedliczków, a ja drożdzowych cosiów z sosem waniliowym. Były pyszne! Żeby było jeszcze lepiej, piwo Gambrinus kosztuje tam 19 koron. Żyć nie umierać!
Niestety, miejsce jest pełne turystów i bardzo zatłoczone - niemniej jednak ma naszą
okejkę i polecamy.
Dwa ciasta i olbrzymia różnica - miodownik wybraliśmy w kameralnej herbaciarni i był to strzał w dziesiątkę natomiast strudel smakował jakby ktoś najpierw wsadził go do mikrofali a później o nim zapomniał, a
Cafe Slavia to miejsce polecane w przewodnikach - my zdecydowanie odradzamy, na dodatek w lokalu można palić . Zamiast tego, kiedy będziecie na Małej Stranie, zajdźcie do
U Zeleneho Caje. Pyszne ciasta, lekko senny klimat, unikalne herbaty i całkiem przyzwoite jak na turystyczny szlak ceny.
A czy wy macie jakieś swoje miejsca w Pradze godne polecenia?:)