piątek, 14 października 2011

Rozgrzej mnie! Czyli czerwona herbata na jesienne dni


Było mi zimno po powrocie z uczelni (gdzie zostałam nazwana starą babcią, bo uznałam, że otwarte okno sprawia, że zamarzam! uroki niedociśnienia :-)), więc szybko zaparzyłam sobie szklankę gorącej dobroci. Rozgrzewa, a w komplecie ze świnką morską na kolanach i ciepłymi ciapami (czy wiecie, że ciapy to regionalizm, lubelski odpowiednik kapci? ot, ciekawostka :-)) pozwala zapomnieć o niesprzyjającej aurze za oknem i dzisiejszym, tak samotnym dniu.

Rozgrzewająca czerwona herbata (na dzbanek)

2 torebki czerwonej ekspresowej herbaty
4 łyżki miodu
ok 2-3cm startego korzenia imbiru
1 łyżka cynamonu
1/2 cytryny

Herbatę parzymy, dodajemy miód, świeżo starty imbir, cynamon i wyciskamy sok z cytryny. Mieszamy i pijemy, żeby nie wystygło. Mmm, rozgrzewa!


Ze względu na zdrowe składniki, zwłaszcza imbir, który, jak dzisiaj przeczytałam w jakiejś migawce w metrze był używany do leczenia przeziębień już w starożytności, przepis dodaję do durszlakowej akcji:


Continue reading...

czwartek, 13 października 2011

Deser-ciasto z kaszy manny - z miłością... :)


Namówiłam T. na nową formę, bardzo podobną do tej, którą Ola prezentowała w przepisie na Sernik Baileys. Znalezione w Tk Maxx silikonowe serce przeszło już próbę zrobienia w niej ciasta i zapiekanki i sprawdza się świetnie. Zamierzam dokupić jeszcze dwie, trzy formy silikonowe i pozbyć się tych tradycyjnych, gdyż silikon wydaje mi się nieporównywalnie bardziej praktyczny, przydatny.No i ten kształt! Serduszko!

Ten pomysł chodził za mną już troche czasu. Zaczęło się od tego, że Towarzysz Życia, pieszczotliwie zwany Teżetem uzależnił się od gotowych kaszek znanej polskiej firmy. Więc pewnego dnia, kiedy zniknął z mieszkania, szybko zrobiłam mu pyszną niespodziankę. Dla każdego wielbiciela kaszy manny (nie mannej, bo widziałam ten błąd na kilku blogach) pozycja obowiązkowa! Dostał znak jakości 'Facet poleca' i na pewno zrobię go, zmodyfikowanego, żeby nie było nudno, jeszcze nie raz i nie dwa. Mnie też bardzo smakował :-) Cytuję za oryginałem u Natalii Wine z moimi zmianami:

Deser z kaszy manny z sosem owocowym:

500 ml mleka

szklankę (poj. 250ml) kaszy manny

250 ml śmietanki 30% (dałam 200ml)

pół szklanki cukru

łyżeczka żelatyny

1 laska wanilii (zamiast wanilii użyłam domowego ekstraktu)

150 g ciasteczek maślanych

łyżka masła

łyżka rumu (opcjonalnie) (pominęłam)

Formę o średnicy 20 cm wyłożyć folią spożywczą
Ciasteczka włożyć do woreczka i dokładnie pokruszyć. Wymieszać z miękkim masłem najlepiej za pomocą miksera. Okruszki przełożyć do formy i mocno docisnąć. Wstawić do lodówki.
Laskę wanilii przeciąć na pół i końcem nożna wyciągnąć pestki – wrzucić je do mleka razem z laską wanilii.
Do gotującego się mleka wsypać kaszę i mieszać by nie powstały grudki. Kasza powinna być bardzo gęsta. Kaszę miksować 2-3 minuty.
Żelatynę zalać 2-3 łyżkami ciepłej wody i całkowicie rozpuścić.
Ubić śmietankę z cukrem na sztywno, wlać chłodną żelatynę i krótko zmiksować. Śmietanę dodać do wystudzonej kaszy. Najlepiej robić to partiami ubijając mikserem na gładką, puszystą masę. Można dodać łyżkę lub dwie rumu.
Masę przełożyć na ciasteczkowy spód i wstawić do lodówki na 2-3 godziny.
Podawać ze zmiksowanymi z cukrem owocami. 

Pominęłam owoce i ogólnie mam jedną uwagę. W przepisie brak jest (zapewne dość oczywistej dla autorki) informacji o tym, że kasza musi wystygnąć przed ubiciem jej z kremówką. Efekt - kremówka pod wpływem temperatury sie stopiła i straciła swoją ubitą strukturę więc ciasto jest niewysokie. Tak pyszne, że wyjadane łyżeczką przez tego, dla kogo je zrobiłam. Z miłością, bo to najważniejsze... :)



Continue reading...

niedziela, 9 października 2011

Praga czeska - gdzie zjeść coś dobrego i niedrogiego?


Nie było mnie tu wieki, wybaczcie. Wracam skruszona :-)

Pod koniec września ja i Towarzysz Życia wybraliśmy się na romantyczny wypad do czeskiej Pragi. Przeszliśmy ponad 70km piechotą, zwiedziliśmy to piękne miasto i ogólnie jesteśmy pod dużym wrażeniem. Pogoda była przepiękna, słoneczna... a później trzeba było wracać do szarej rzeczywistości. W tym poście pokażę wam mały, kulinarny wycinek naszej podróży!

Z góry muszę uprzedzić, że nie piszę o miejscach które odwiedziłam tak poetycznie jak czołowe polskie blogerki, nie mam też środków na jadanie w najdroższych knajpach. Mam trochę alergię na takie opisy - zapewne z powodu moich studiów i przyszłej, mam nadzieję filologicznej pracy, poetyckie metafory mnie nie wzruszają. Za to jakoś wzruszyła mnie Praga pełna sprzeczności - cała będąca starówką, oświetlona jak Disneyland, z masą japońskich turystów, kasyn i lokali z tajskim masaże jednocześnie. Ale do rzeczy!

Chciałabym wam bardzo serdecznie polecić dwa lokale, oba dość różne.
Pierwsza hospoda do jakiej trafiliśmy nosi, dość zabawną dla polaków nazwę V Cipu :) Ulokowana między Basztą Prochową a Placem Wacława w ślepiej uliczce o takiej samej nazwie - V Cipu. Nie rzuca się w oczy, a to prawdziwy czeski skarb! za 120-150 koron czeskich można zjeść ogromny obiad. Plusem jest fakt, iż bywa tam stosunkowo mało turystów, można poczuć się jak rodowity Czech. Zjedliśmy, co nie jest chyba zaskoczeniem, smażony syr z dodatkami :) Polecamy obydwoje bardzo serdecznie!

















Drugie miejsce to bardzo popularna, zwłaszcza wśród polaków hospoda, przypominająca nieco bar mleczny - nazywa się Havelska Koruna i ma swoją siedzibę w centrum miasta, przy ulicy Havelskiej. Przy wejściu dostajemy karteczkę - każdy nasz zakup jest na niej dopisywany, a płacimy na kasie przy wejściu. Wybór dań jest spory, my w ciągu naszego pobytu stołowaliśmy się tam dwa razy - raz był to smażony syr (niespodzianka!), za drugim T. spróbował knedliczków, a ja drożdzowych cosiów z sosem waniliowym. Były pyszne! Żeby było jeszcze lepiej, piwo Gambrinus kosztuje tam 19 koron. Żyć nie umierać!
Niestety, miejsce jest pełne turystów i bardzo zatłoczone - niemniej jednak ma naszą okejkę i polecamy.

Dwa ciasta i olbrzymia różnica - miodownik wybraliśmy w kameralnej herbaciarni i był to strzał w dziesiątkę natomiast strudel smakował jakby ktoś najpierw wsadził go do mikrofali a później o nim zapomniał, a Cafe Slavia to miejsce polecane w przewodnikach - my zdecydowanie odradzamy, na dodatek w lokalu można palić . Zamiast tego, kiedy będziecie na Małej Stranie, zajdźcie do U Zeleneho Caje. Pyszne ciasta, lekko senny klimat, unikalne herbaty i całkiem przyzwoite jak na turystyczny szlak ceny.


A czy wy macie jakieś swoje miejsca w Pradze godne polecenia?:)
Continue reading...

czwartek, 29 września 2011

Macaroni & cheese (czyli po prostu: makaron z serem)


Podobno 'typowe amerykańskie danie', na które w internecie można znaleźć mnóstwo przepisów - i to baaardzo różnych.
Ten przepis pochodzi od Bożeny, przyjaciółki mojej Mamy, która mieszka w Kanadzie (tzn. Bożena, nie moja Mama ;) pozdrowienia!)
Makaron przygotowuje się bardzo szybko i łatwo - no i do tego jest smaczny!



Oto i przepis (dla ok. 4 osób):

  • 400g 'małego' makaronu (u mnie małe rurki, zazwyczaj są to chyba kolanka)
  • ok. 300g sera cheddar
  • 2 łyżki masła
  • szklanka mleka
  • do przyprawienia: sól, pieprz, gałka muszkatołowa

W osolonej wodzie z odrobiną oliwy gotujemy makaron. Kiedy się gotuje, na tarce ścieramy ser.
Ugotowany makaron odcedzamy (nie przelewamy zimną wodą!!!).

W garnku roztapiamy masło, dolewamy do niego mleko. Dorzucamy makaron, następnie starty ser. Mieszamy, aż ser się rozpuści i utworzy sos, a nie jedynie rozpuszczone kawałeczki sera ;). Gotowe! I pyszne :). 
Continue reading...

sobota, 17 września 2011

Muffinki a'la baklawa, czyli przepyszności:-)


Miałam szczęście, że został ostatni, nadgryziony, do sfotografowania:-)

Absolutnie przepyszne, muffinkowa poezja, babeczkowa rozkosz. Nie wiem nawet co tu napisać, ale obydwoje się zgadzamy, że to jedne z najlepszych muffinów w czteroletniej historii ich pieczenia na studiach :-) wzięliśmy je na imprezę, a ludzie... woleli chipsy czy ciastka! straszne! ale dzięki temu nadgryziony brzydal dał się sfotografować i przepis pojawił się na blogu. na następną imprezę na politechnice weźmiemy kupne ciastka, a te zjemy sami:)))

Przepis znaleziony u Liski, cytuję za oryginałem bo wyjątkowo nic nie kombinowałam. Podobnie jak Liska, zrezygnowałam z miodu na wierzchu. Polecam wszystkim serdecznie!

Muffinki a'la baklava
/z książki How to be a domestic goddess Nigelli Lawson/

Nadzienie: 

1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich 
1/3 szklanki cukru 
1 1/2 łyżeczki cynamonu 
3 łyżki roztopionego masla 

Muffiny: 

1 szklanka i 7 łyżek mąki 
2 łyżeczki proszku do pieczenia 
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej 
1/4 szklanki cukru 
1 duże jajko 
3 łyżki rozpuszczonego masła 
1 szklanka + 2 łyżki maślanki (można też użyć 3/4 szklanki naturalnego jogurtu i 1/3 szklanki mleka) 

Na wierzch: 
miód, około 1/2 szklanki 


Rozgrzać piekarnik do 200 st.C.
12-dołkową formę do muffinków wyłożyć papierowymi papilotkami.
Wszystkie skladniki nadzienia wymieszać w małej miseczce. 

Wymieszać razem suche składniki - mąkę, proszek, sodę i cukier. I osobno połączyć wszystkie mokre składniki - maślankę, jajko i rozpuszczone masło. Nie trzeba miksować, wystarczy wymieszać trzepaczką. Wlać do suchych składników i delikatnie połączyć.

Wypełniać wgłębienia muffinowe do 1/3 wysokości, teraz dodać niecałą łyżkę nadzienia i przykryć warstwą ciasta do 2/3 wysokości foremki. Reszą nadzienia posypać wierzch muffinów i piec około 15 minut.


Continue reading...

piątek, 16 września 2011

Muffinki gruszkowe


Pierwszy raz robiłam muffinki gruszkowe i przyznam, że jestem bardzo miło zaskoczona! :) Dlaczego zdecydowałam się na takie? Bo nigdy takich nie próbowałam. Poza tym miałam ochotę na muffinki zarazem wilgotne, soczyste i owocowe, ale słodkie zarazem. Gruszki były strzałem w dziesiątkę :).

W internecie znalazłam kilka przepisów na takie muffiny - w większości z nich była tylko 1 gruszka! W dodatku pokrojona w kostkę - bałam się, że wtedy wyjdą raczej 'muffinki z kawałkami gruszki' niż muffinki, w których ciasto ma gruszkowy smak. Ostatecznie bazowałam na przepisie Nigelli <3 , który pozmieniałam po swojemu (podaję 'swoje' proporcje i składniki).

Składniki: (na 12 sztuk)
300g mąki
90g cukru pudru *
50g cukru trzcinowego *
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka imbiru w proszku
1 łyżeczka cynamonu
140ml jogurtu naturalnego
125ml oleju
1 łyżka miodu
2 jajka
2 duże gruszki

Gruszki obieramy, wykrawamy gniazda nasienne i kroimi w drobną kostkę. Ok. 1/3 miksujemy blenderem.

Mieszamy suche składniki, a następnie dodajemy mokre (to NIEPRAWDA, że trzeba to robić w 2 miskach ;) wystarczy w 1 najpierw wymieszać suche i następnie do niej dodać mokre u wszystko wymieszać - po co brudzić 2 miski?). Mieszamy, dodajemy gruszki (zarówno zmiksowane jak i te w kawałkach). Przekładamy do foremek, wierzch można posypać cukrem trzcinowym i imbirem.

Muffinki sa super! Bałam się, że zmiksowane gruszki grożą zakalcem - nic z tego. Spokojnie można zmielić 1 gruszkę, a 1 dać w kawałkach.

Muffinki są delikatne, kawałki gruszki rozpływają się w ustach, ale...
*są za słodkie! Dodałam mniej cukru niż w oryginalnym przepisie, a to i tak okazało się być za dużo ;).

Smacznego!

(mój pierwszy wpis w durszlakowej akcji :))


Continue reading...

środa, 14 września 2011

MUFFINY CZEKOLADOWO-MARCHEWKOWE


Z przepisu znalezionego u Zaytoon TUTAJ. Muffiny powstały bardzo spontanicznie i bardzo spontanicznie je spałaszowaliśmy. Marchewka nadaje ciastu cudownej wilgotności, a kawalki czekolady na wierzchu - kto by się im oparł? :-) Zdjęcia doczekał ostatni, cudem niezjedzony muffin. Zapraszam serdecznie, są pyszne! A w nowych foremkach wszystkie mi tak ładnie wyrastają, to aż dziwne...


Przepis podaję za autorką, zrobiłam z połowy porcji i wyszło ich 10, także sporo



Składniki (ok. 18-20 muffinów):
400 g mąki pszennej
100 g mąki żytniej (typ 720)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
200 g cukru
2 i 1/4 szkl. startej, surowej marchewki
1/2 szkl. kefiru
1/3 szkl. mleka
1/2 szkl. roztopionego masła
1/3 szkl. oleju
3 jajka
100 g ulubionej czekolady posiekanej na małe kawałki


Wymieszaj ze sobą mąki, dosyp proszek do pieczenia i cynamon.


W drugiej misce ubij lekko jajka, dolej kefir, mleko, roztopione, ostudzone masło oraz olej.


Połącz ze sobą składniki suche i płynne, dodaj marchewkę. Całość mieszaj tylko chwilę, do połączenia składników - ciasto nie może być zbyt gładkie, grudki jak najbardziej wskazane. Na koniec wmieszaj czekoladę.Ciasto nakładaj do 3/4 wysokości foremki do muffinek. Piecz ok. 25-30 minut w 180 st. C.



Continue reading...
 

Pasibrzuchy! Copyright © 2009 Designed by Ipietoon Blogger Template In collaboration with fifa
and web hosting