piątek, 30 grudnia 2011

Biały blok


Zbierałam się i zbierałam, w końcu jest notka. Przepis znalazłam już jakiś czas temu na zaprzyjaźnionym blogu Notatnik kulinarnych odkrywców. Ten blok robiłam już 2 raz - za pierwszym zjedliśmy trochę z T., a reszta, zaniesiona do pracy (z herbatnikami i orzechami włoskimi) została dosłownie pożarta, więc nie zrobiłam zdjęcia. Drugie podejście robiłam u rodziców, gdzie miałam do dyspozycji tylko swoją komórkę. Dlatego zajrzyjcie do odkrywców, żeby zobaczyć, jak pysznie to wygląda! To ciasto na zdjęciu wyżej to snickers, ale zapraszam was na gwiazdę dnia, biały blok. Kto go nie spróbuje, zaraz sięga po następny kawałek. Pyyyycha! U nas pośród makowca, strucli, snickersa (wszystkie ciasta domowe i też bardzo smaczne) zniknął jako pierwszy. Nawet mój tata, wielki tradycjonalista, na początku kręcił nosem, że to mało świąteczny przysmak. Dałam mu kawałek na spróbowanie, i po 4 plastrze (a zjadł je jeden po drugim!) przyznał, że jest pyszny :-) Przepis podaję za Odkrywcami z moimi zmianami w nawiasie. Myślę właśnie, czy nie zrobić jego ciemnego brata na sylwestra, więc może pojawi się też lepsze zdjęcie. Spróbujcie go koniecznie! 

Biały blok
250 g masła
3/4 szklanki cukru
1/2 szklanki wody
ok. 350 g pełnotłustego mleka w proszku
2 szklanki bakalii (dałam więcej):
1/2 szklanki połówek orzechów włoskich  (zwiększyłam ilość do 1 szklanki i dodałam 1/2 szkl orzechów laskowych)
1/2 suszonej żurawiny (dałam szklankę)
2 czubate łyżki sezamu (pominęłam)
100 g herbatników (połamanych na duże kawałki)


W garnku roztopić masło z cukrem i wodą.
Odstawić na chwilę by lekko przestygło.

Dodawać stopniowo mleko, cały czas ucierając mikserem by nie zrobiły się grudki.
Po chwili ucierania masa widocznie zacznie gęstnieć.
Dodać bakalie i herbatniki i dokładnie wymieszać.

Włożyć do formy wyłożonej folią spożywczą, wyrównać i od góry położyć kawałek folii.
Wstawić do lodówki na ok. 1 - 2 godzin. (ja nie mogłam się opanować i próbowałam kroić taki słabo zastygnięty i rozpada się na kawałki, ale smakuje ciągle tak samo pysznie ;))



Continue reading...

sobota, 24 grudnia 2011

WESOŁYCH ŚWIĄT! :)


Wszystkim czytelnikom serdecznie życzymy wesołych - i smacznych! - Świąt :). Niech będą radosne i ciepłe! Życzą Pasibrzuchy - Ola i Karola:)


Pierniczki zrobiłam wg przepisu Arvéz bloga Fuzja Smaków :).
Continue reading...

środa, 21 grudnia 2011

Hit blogów kulinarnych - CAKE POPS!


Mnie też zauroczyły te reniferki na patyczkach - wyglądają uroczo i na pewno to fajny i smaczny pomysł na prezent:). Dziś będę robić jeszcze pierniczki, ale cake pops też prezentują się nieźle (choć na pewno problem z transportem większy niż przy piernikach;)).
Przy okazji to kolejny przepis zaciągnięty z blogosfery, przy którym dochodzę do wniosku, że... na blogach kulinarnych wiele rzeczy się przemilcza ;). Ale o tym później.


Cake pops zobaczyłam pierwszy raz na Moich wypiekach, ale jak się okazało, wcześniej były one np. u dziewczyn z Burczy mi w brzuchu :). Ostatecznie swoje cake pops zrobiłam na bazie przepisu z kotlet tv, bo pieczenie ciasta tylko po to, aby potem je przemienić w te kulki, wydało mi się stratą czasu ;).





Reniferki cake pops (czyli ciasto na patyczkach)
część 1:

  • ok. 400g ciastek (u mnie: maślane + kakaowe herbatniki)
  • łyżka kakao
  • ok. 200g mascarpone
  • ok. 50g nutelli
  • ok. 3 łyżki roztopionego masła 
  • patyczki
  • odrobina mlecznej czekolady
część 2:
  • ok. 150 - 200 g mlecznej czekolady
  • łyżka oleju
  • precelki
  • czekoladowe M&Msy
  • 'coś' na oczy - u mnie głównie lukier plastyczny, który został mi po zrobieniu tortu.
Część 1:
Ciastka mielimy w blenderze. Mieszamy je później z mascarpone, nutellą, masłem i kakao. Kiedy masa jest już 'mniej więcej' wymieszana, zagniatamy ciasto i tworzymy z niego kulę. Zawijamy w folię spożywczą i wstawiamy do lodówki - bądź wystawiamy na balkon, temperatura idealna ;).
Po ok. 15-20 minutach z ciasta formujemy kulki. Uwaga! NIE ZA DUŻE - ja zrobiłam zbyt wielkie i część z nich potem wyglądała jak głowa renifera nabita na pal, bo zjeżdżały z patyczków ;).
Kulki układamy na blaszce wyłożonej papierem i ponownie wynosimy na balkon na 15 min.
Po tym czasie rozpuszczamy odrobinę czekolady. Maczamy w niej każdy patyczek i wbijamy w kulkę, mniej więcej do połowy. A teraz... ponownie na balkon! Aż czekolada zastygnie.

No i czas na część 2:
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, dodajemy olej - czekolada będzie bardziej 'płynna' i łatwiej będzie oblepiała nasze kulki. Każdą kulkę maczamy w czekoladzie, 'strzepujemy' nadmiar. Połamane precelki wciskamy w kulkę jako rogi, a M&Msy jako noski. Tak samo postępujemy z oczkami. Czekamy, aż czekolada zastygnie i tadam! Mamy reniferki :).

Wszytko pięknie, prawda? Ale, ale...
Tu właśnie zaczyna się moje stękanie na to, co się NIE pojawia na blogach kulinarnych :). Widzimy tylko zdjęcie ostatecznego efektu, wszystko wygląda pięknie i wydaje się taaakie proste! Ale brak w tym przydatnych wskazówek i uwag co do tego, co dzieje się w trakcie przygotowań. 
I tak oto kilka uwag przy tworzeniu reniferków:
* kulki MUSZĄ BYĆ małe. Inaczej spadają z patyczków, jeśli używamy tych do szaszłyków. Do większych kulek dobrze sprawdzają się połówki... pałeczek do sushi.
* kulki muszą być DOBRZE 'ŚCIŚNIĘTE'. Inaczej ni z tego ni z owego pękają na pół.
* trzeba wcześniej przygotować DOBRĄ PODSTAWKĘ. Ja liczyłam na to, że sprawdzą się kieliszki - nieprawda! Reniferki się przewracały, w skutek czego kilka skończyło śmiercią tragiczną. No i nie zapomnijcie o podłożeniu pod 'podstawkę' ręcznika papierowego - w końcu czekolada ścieka...
Dobra byłaby pewnie gąbka do sztucznych kwiatów, może jakiś styropian?
* nie liczcie na to, że precelki tak łatwo połamać na 2 jednakowe części :) zróbcie to, kiedy kulki się chłodzą. Te 'koślawe' kawałki po prostu zjedzcie:)
* po całej tej zabawie z oblewaniem kulek czekoladą, czekaniem aż zastygnie... roztapianie następnie gorzkiej tylko po to, aby zrobić uśmiechy, to moim zdaniem bzdura ;). Reniferki i tak wyglądają sympatycznie!

No, to tyle - mam nadzieję, że Wam reniferki wyjdą bez większych problemów:).
Continue reading...

wtorek, 20 grudnia 2011

Debiutancki gulasz!


Tak jest, robiłam gulasz pierwszy raz w swoim życiu, a to za sprawą T., któremu lubię podać jakieś jedzonko - a tym razem pan T. ujawnił zapotrzebowanie na gulasz właśnie ;).
Do tej pory słowo 'gulasz' kojarzyło mi się co najwyżej z jakimś obrzydliwym mięchem ze szkolnej stołówki, które pływa w litrach wstrętnego, brązowego sosu. Ale ten gulasz nie miał z tym nic wspólnego! :)
Czuć w nim było mocno paprykę, idealnie wpasowała się też cukinia. Sos wyszedł trochę zbyt rzadki, ale to nic - danie nadrobiło makaronem ;). Za mięsem wieprzowym nie przepadam (więc może kiedyś zrobię wersję kurczakową), ale było mięciutkie i nawet nie smakowało tak źle ;). Baaardzo sycący obiad, polecam na duży głód!


Składniki:(na DUUŻO PORCJI ;) co najmniej 8)

  • 1 kg szynki wieprzowej
  • 2 czerwone papryki
  • 1 żółta papryka
  • 1,5-2 cebule
  • 1 cukinia
  • ulubiony makaron
  • szklanka bulionu (u mnie z kostki wołowej)
  • Przyprawy do smaku (papryka słodka, czosnek, przyprawa do gulaszu, sól, pieprz cayenne, dodałam też sos sojowy)
  • olej do podsmażenia mięsa

Mięso kroimy w kostkę (ok. 2cm), wrzucamy na rozgrzany olej - aby się lekko 'ścięło'. Następnie wrzucamy je do gara, zalewamy bulionem i... czekamy!
Cebulkę podsmażamy, ale krótko, tylko aby nie była surowa. Dodajemy ją do mięsa po ok. pół godziny gotowania. Doprawiamy. Po kolejnych 30 minutach dorzucamy pokrojone w kostkę papryki i cukinię. "W międzyczasie" gotujemy makaron. Po kolejnych 20-30 minutach ZAJADAMY! :) (mięso powinno się gotować w sumie ok. 1,5h)



SMACZNEGO:)
Continue reading...

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Lanczboksik


Pozdrawiam mnemonique, moją mistrzynię i inspirację jeśli chodzi o pakowanie pudełek do pracy czy na zajęcia. To ciekawe opakowanie pewnie wielu z was zna, było kiedyś do kupienia za grosze w Biedronce. Jest idealne!

Często robię różne pudełka, ale jakoś nigdy nie zdążyłam zrobić im zdjęcia. Czas to zmienić, bo bentusie przyciągają zazdrosne spojrzenia czy to na uczelni, czy to w wypasionej kuchni w firmie T.

Dziś w menu sałatka warstwowa - fasolka czerwona, kapusta pekińska, papryka, rzodkiewka. Na wierzchu grzanki. W czerwonym pojemniczku dressing z oleju ryżowego i oregano - można wymieszać z sałatką tuż przed jedzeniem, bardzo praktyczne rozwiązanie!

A czy wy bierzecie ze sobą pudełka, dopadła was ta moda? :-)

Continue reading...

niedziela, 18 grudnia 2011

To lubię w Warszawie #3 - czy blogerom wypada jeść pizzę na wynos?


... na pewno ci, którzy nie mają piekarnika tak jak my, są chociaż trochę usprawiedliwieni. Przy rożnych okazjach mieliśmy okazję spróbować pizzy z większości sieciówek, niestety w większości gumowatej, niesmacznej i drogiej. Delektowaliśmy się domowymi razowymi spodami, domowym sosem... aż los spłatał nam figla i pizzę możemy conajwyżej zrobić na patelni :-)

Zupełnie przypadkiem znalazłam się w Carrambie, miniaturowej pizzerii przy Mickiewicza 16A (przystanek tramwajowy lub autobusowy Generała Zajączka, bardzo blisko metra Dworzec Gdański. Kiedy już znalazłam neon, nie mogłam uwierzyć, jaki to mały lokal. 3 stoliki, mała lada i niewielkie zaplecze i miejsce, gdzie pizzaman na naszych oczach przygotowuje pyszne ciasto. Wzięłam pizzę z oliwkami (czarnymi i zielonymi), cebulą i czarnym piepieprzem na wynos, pan przygotował ją w niespełna 15min. Zarówno właściciel jak i kucharz byli przemili! Za pizzę 40cm średnicy zapłaciłam 24zł. Z pudełkiem pod pachą pojechałam do domu i tu nastąpiła pośpieszna konsumpcja ;)

Cieniutkie ciasto, dwa sosy w cenie(czosnkowy taki jak lubię, na bazie jogurtu a nie majonezu) i dodatki - sporo, ale nie za dużo. Muszę przyznać, że byliśmy bardzo sceptyczni. O ile ciągle uważam, że domowej pizzy podrobić się nie da, to już wiem, że na imprezę czy wyjątkową chętkę na tą pyszną potrawę będziemy dzwonić do Carramby!  Przynajmniej dopóki nie będziemy mieli piekarnika. Bardzo serdecznie polecam pasibrzuchowiczom, którzy cenią sobie smak i jakość i nie znoszą sieciówek z paskudnym jedzeniem. Carramba dostaje nasz znak jakości! :-) W ofercie jest ponad 40 rodzajów toppingów, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie!

Continue reading...

sobota, 17 grudnia 2011

To lubię w Warszawie #2 - Najlepsze frytki w stolicy?


Nie jestem fanką fast-foodów, nie chodzę na kebaby ani do maca czy kfc, jeśli jestem pozbawiona innej możliwości kupuję czasem kanapkę we Freshpoincie. Jest jednak jedno takie miejsce, do którego wracam chętnie (niezbyt często, bo jak wiemy fast-foody nie są zdrowe ;)) i z prawdziwą przyjemnością. (Karolina)

Mnie czasem zdarza się zjeść w McDonaldzie albo KFC - jak mam mało czasu i mało pieniędzy, a nie wzięłam nic z domu - to czemu nie. Nie bywam tam często, ale też nie nakładam na takie miejsca klątwy ;). (Ola)


Zapraszamy do Chez Freda, lokaliku w pawilonach przy Jana Pawła na... frytki!

Tak jest, bar szybkiej obsługi z ofertą frytkową, czy to nie brzmi cudownie? :) 

Podstawowym daniem serwowanym w różnych wariantach jest Kalashnikoff, czyli mięsko ( kiełbaska w cieście, bez ciasta, szaszłyk etc.) w bułce posypane frytkami, wariant podstawowy to koszt 9zł. Jedli ją ostatnio T,  ja ;) i Ada, którą bardzo pozdrawiamy i zgodnie stwierdzili, że to frytki stanowią o sile tego lokalu. Lepiej wziąć duże frytki. Bo to przy frytkach zaczyna się magia!

I dlatego bym powiedziała, że to właśnie frytki są podstawowym daniem :). Bo frytki są dobre, a te 'kiełbaski' miały gumową konsystencję, a smak podobny do niczego. Nie mam pojęcia, co w nich było i chyba wolę nie wiedzieć.

Jeśli się zdecydujemy, czeka nas miła niespodzianka. za 8zł dostajemy GIGANTYCZNĄ porcję grubych, chrupiących frytek, które w niczym nie przypominają garstki karbowanych frytek, z którymi zwyczajowo kojarzy się ta potrawa. Porcja jest gigantyczna, a frytki mistrzowskie.

Ostatnio pan sprzedawca, spytany przez gościa 'co takiego jest innego w tych frytkach?' odpowiedział, że...
...są smażone na tłuszczu wołowym. Zdziwiło mnie to, wcześniej o czymś takim nie słyszałam. Zrobiliśmy dziś z rodzicami przegląd internetu i, co widać w załączonym linku, nie ma nic dziwnego w tym, że właśnie takiego tłuszczu używają.

Druga niespodzianka to sosy - do wyboru jest średnio 10 sosów, od tradycyjnych takich jak keczup czy majonezowy, do słodko-kwaśnego i curry. Bardzo miła obsługa chętnie doradzi i wyjaśni co się kryje za nazwami. Nam smakował curry i majonezowy, natomiast odradzamy americano ;). A ja polecam toscanę ;) 

Wystrój... praktycznie nie istnieje. Kilka stołków, białe ściany. O każdej porze są tam klienci.
Ogólnie ja ze swojej strony baaardzo polecam!

Ja również polecam, a tu link do menu.
a zdjęcie pochodzi stąd :)
Continue reading...

środa, 14 grudnia 2011

Kolacyjny twarożek - wersja minimum ;)


Kolacyjny, bo na śniadanie takiej mieszanki aromatów raczej nie polecam ;). No chyba, że chcecie dokuczyć znajomym :D.
Twarożek jest prosty, szybki i - jak głosi tytuł - w wersji minimum, bez np. rzodkiewki czy ogórka. Ale oczywiście można dodać do niego wszystko wedle uznania :).

Twarożek wersja minimum:
Ser biały (półtłusty)
Śmietana (12%)
Pół cebuli (najlepiej niezbyt ostrej)
Odrobina szczypiorku
Sól, czosnek
+ pieczywko

Do sera białego dodajemy cebulkę pokrojoną w drobną kostkę, szczypiorek oraz trochę (ok. 1 łyżki) śmietany, mieszamy wszystko widelcem i doprawiamy solą i czosnkiem.
Ja zajadałam do tego stostowany chleb razowy:).
Proste i smaczne!
(i tanie, dlatego ponownie wrzucam przepis do akcji Tanie gotowanie :)
Smacznego!
Continue reading...

sobota, 10 grudnia 2011

Tequila Sunrise


Zapraszam was na eleganckie i pyszne drinki. Tylko dla fanów słodkich smaków, bo drink, dzięki grenadynie jest dość słodki. Nie dodajcie jej za dużo! Jeśli pamiętamy, że po tequili nie ma się kaca... :-) A czy wy, drodzy czytelnicy, lubicie drinki? Ja uwielbiam. Od pysznego ginu z tonikiem po takie ulepki jak dziś. Jeśli też relaksujecie się wieczorami przy szklaneczce tego i owego to zapraszam:)

Tequilla Sunrise
40ml tequilli (sprawdźcie na opakowaniu, czy skład to 100% agawy)
20ml grenadyny
kostki lodu
sok pomarańczowy

Do wysokiej i przeźroczystej szklanki (my niestety takiej nie mamy na stanie, stąd zdjęcie w szklance wygranej kiedyś w konkursie na kotlecie; są śmieszne, bo mają postawę okręgu a ścianki są kwadratowe:)) wlewamy 40ml trunku i lód, dopełniamy sokiem pomarańczowym. Następnie ostrożnie wlewamy odrobinę (bo jeśli wlejecie, tak jak ja, więcej, nie da się tego wypić:)) grenadyny. Delektujemy się! A syrop z grenadyny można też z braku laku dodac do herbaty!

Continue reading...

niedziela, 4 grudnia 2011

Czosnkowa rozgrzewająca bardzo


Sezon na zupy trwa. Czosnkowa zupa została przygotowana zupełnie przypadkowo, bo wczoraj T zaczął kichać i prychać, co nieuchronnie wróżyło jakieś choróbsko. Znalazłam inspirację u Pauliny na Kotlecie i tam zapraszam po oryginał i świetne zdjęcia. Mnie do zrobienia tej zupy przekonała duża zawartość czosnku, która pomogła nam na przeziębienie, a także wspaniale nasyciła. Kolejny znak jakości pasibrzuchów został nadany. Robi się błyskawicznie, jest tania w przygotowaniu, a ten serowo-czosnkowy smak...Mmm. Polecamy!

Podaję za kotletem, z moimi zmianami:

Składniki
  • ok 8 – 10 ząbków czosnku (u nas 7
  • 1,2 l wody (1 litr)
  • kostka rosołowa
  • 2-3 trójkąciki serka topionego (dałam 2 trójkąciki)
  • sól (pominęłam)
  • 50 g sera żółtego
  • parmezan do posypania (pominęłam)
  • bułka do grzanek (kupiłam świeże kajzerki)
  • oliwa lub olej do podsmażania czosnku i grzanek
Czosnek kroję na drobne kawałki.
3/4 pokrojonego czosnku podsmażam na oleju na patelni, aż delikatnie się zrumieni, ale tak odrobinkę.
Do garnka wlewam około 1,2 litra wody, dodaję kostkę rosołową i zagotowuję. Dodaję serki topione, ja napisałam, że trójkąciki, ale to równie dobrze może być taki serek prostokątny, po prostu jego dajcie tak ciut mniej niż połowę.
Następnie wrzucam czosnek zarówno ten podsmażony jak i ten co nie był podsmażany. Gotuję. Doprawiam solą i pieprzem. Ja gotuję jakieś 25 minut. (u pasibrzuchów było to ok 10 minut, dzięki czemu nie cały ser się rozpuścił i było co wyjadać :))
Dodaję też starty ser żółty, ale to już na sam koniec by się rozpuścił i fajnie ciągnął.
Ja zamiast grzanek podałam zupę z kajzerkami.
Smacznego!

Continue reading...

czwartek, 1 grudnia 2011

Cebulowa z farfoclami


Miła odmiana od zupy-kremu, która ostatnio u królowała u nas we wszystkich możliwych odmianach. Zamiast grzanek makaron pełnoziarnisty. Cebulowa-farfoclowa świetnie rozgrzewa, syci i przy tym jest bardzo tania jeśli chodzi o przygotowanie i składniki :) Polecammm:)

Cebulowa-farfoclowa

1 bardzo duża cebula
1 mała cebula czerwona
1 łyżka oleju (u mnie ryżowy)
1 łyżka masła
1 litr bulionu
2 ząbki czosnku
3 łyżki mąki
1 łyżka octu (u mnie jabłkowy)
Przyprawy: pieprz świeżo zmielony, curry, kurkuma, czosnek w proszku

Cebule kroimy, najlepiej w onion glasses - okularkach pływackich (patent potpatrzony w książce Cook Yourself Thin) i podsmażamy na łyżce oleju i łyżce masła. Polecam ryżowy, ma wysoką temperaturę dymienia i świetny, neutralny smak. Ja zawsze lubię tę cebulę mocno przysmażyć, aż solidnie zbrązowieje, przypali się. Zagęszczamy mąką, dodajemy czosnek, smażymy jeszcze chwię.

Bulion (u mnie z kostki, od kiedy wydałam sporo na wege zdrowożywnościowe kostki bez soli, które były po prostu ohydne kupuję takie sklepowe) podgrzewamy, dodajemy cebulę, ocet, doprawiamy. Gotujemy 15-30min na wolnym ogniu.

Można oczywiście zmiksować zupę na krem (tę metodę preferuje T, jako że zawsze podejrzliwie patrzy na farfocle w jedzeniu ;)) i podać z grzankami, jednak u mnie dziś anarchia i bunt, cebulowa z cebulowymi farfoclami i makaronem pełnoziarnistym, a co! Plus plasterek sera, który tak przyjemnie ciągnie się podczas jedzenia. Smacznego!

Continue reading...

Pasta kanapkowa z łososiem


Oczywiście wędzonym :). 


Prosta i szybka w przygotowaniu, a do tego przepyszna (acz tylko dla miłośników wędzonego łososia - ja mogłabym jeść go garściami). Polecam do kanapek, ale nie tylko! *


Pasta kanapkowa z wędzonym łososiem:
  • 150g serka śmietankowego (typu Almette)
  • 100g łososia wędzonego
  • kawałek ogórka
  • szczypiorek
  • wasabi
  • sól
  • sok z cytryny
Łososia kroimy w drobną kostkę. Ogórka ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Szczypiorek tniemy (nożyczkami! bardzo wygodny sposób, zaczerpnięty od Nigelli:)) na małe kawałki.
W misce mieszamy serek, ogórka i szczypiorek (posolone) oraz łososia (skropionego sokiem z cytryny). Dodajemy wasabi - ilość wg uznania.
Smacznego!

*pasta miała premierę na spotkaniu u Kamci - tam była podana w formie 'przystawki' - nadziałam nią pokrojonego w kilkucentymetrowe kawałki ogórka.  

Continue reading...

wtorek, 29 listopada 2011

Tortille na obiad sposób 9383740


Każdy jadł pewnie tortille w porze obiadowej:) Nie mogę się zebrać, żeby zrobić swoje (a znalazłam już świetny przepis u Kikimory), więc dzisiaj prezentuję eleganckie tortillowe koperty. Była to bardzo miła niespodzianka, którą zastałam na swoim talerzu, wracając kiedyś strasznie wymęczona do domu. Dziękuję! :-)

Tortille z tym, co było w lodówce ;)

3 placki tortilli
1 pierś z kurczaka zamarynowana i usmażona (marynana z papryki w proszku, curry, kurkumy i pieprzu)
1/3 opakowania rukoli
1/2 opakowania pomidorków koktajlowych
150g żółtego sera
Dowolny sos, u nas keczup

Placki nadziewamy, pamiętając, aby nadzienia nie było za dużo, bo będą się rozpadać. Zamykamy je w koperty i podgrzewamy na patelni, aż będą chrupkie. Pałaszujemy ze smakiem:)

Continue reading...

poniedziałek, 28 listopada 2011

ZSM - Zrób sobie mleko część 1, dość dramatyczna


Idiotycznie wysokie ceny mleka sojowego skłoniły mnie do próby zrobienia go w domu. Mleko w Biedronce (która nie jest nam specjalnie po drodze) kosztuje już prawie 5zł, natomiast Aprosoya to wydatek 7-10zł, nie wspominając już o ryżowym 12zł/l. Nie jest to blog wege, ani żadne z nas już nie jest wege, ale z powodu kiepskiej tolerancji laktozy (mojej niestety! T. miał szczęście całe życie pić mleko prosto od krowy) staram się unikać mleka krowiego. Wyjątkiem są przepisy na słodkości. Tak do codziennej owsianki mleko sojowe (dopóki w Biedronce kusiło trzema smakami i ceną 2,99) było wspaniałą codziennością. Słodki smak przypasował nawet mojemu wybrednemu towarzyszowi życia i voila! posiłkując się internetem zmajstrowałam swoje własne mleko sojowe.

Może zacznę od plusów takiego przedsięwzięcia :-) Mleko wyszło przepyszne, zupełnie jak to kartonikowe. Dobrze jest dodać 2 łyżki miodu i ciut domowego ekstraktu waniliowego. Wyszło go sporo i było pyszne z płatkami kukurydzianymi. Ze 175g suchego ziarna miałam ok 1 litra sojowego nektaru, więc mleko kosztowało mnie niecałe 2zł.

Problem zaczął się... już podczas przygotowywania. Miałam za mały garnek, który na dodatek koncertowo się przypalił. Gorącą okarę bardzo ciężko było odcedzić, mleko strasznie kipiało i zrobiło w kuchni okrutny burdel. Okropnie się to robiło, jestem troszkę zniechęcona. Po dokładny przepis zapraszam na blog zielonej kuchni, a was zostawiam ze zdjęciem o obietnicą, że w przyszłym tygodniu druga odsłona ZSM, tym razem będę próbowała mleka migdałowego lub sezamowego, ryżowego... Może macie jakieś propozycje? Bycie orzechowym mleczarzem zapowiada się ciekawie! :-)
Continue reading...

niedziela, 27 listopada 2011

Zapiekane bułeczki


Czyli prosty i smaczny sposób na ciepłą kolację :) zaczerpnięty od mojej Mamy.


Dla 4 osób:

  • 4 duże bułki
  • 4 małe jajka
  • pomidor
  • 4 plasterki szynki, np. konserwowej
  • 4 plasterki sera żółtego
  • szczypiorek
  • masło
  • +ketchup
Bułkom ścinamy wierzchy i palcami 'wydrążamy' - trzeba uważać, żeby nie zrobić dziurek w dnie i bokach - mnie się 1 zdarzyła i białko wypłynęło dołem ;). Środek smarujemy masłem. Do bułek wkładamy kolejno: plasterek szynki, pomidora, jajko i pocięty drobno szczypiorek. Na tym etapie bułeczki prezentują się tak:
czy żółtko posypane szczypiorkiem nie wygląda pięknie? ;)
Tak przygotowane bułeczki przykrywamy plasterkami sera (można też zetrzeć ser w kostce i posypać). Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i zapiekamy w temperaturze 180C przez około 15-20 minut. Trzeba do nich zaglądać, aby nie spiekły się za mocno ;) (bo będą twarde a nie chrupiące, no i żółtko też będzie całkowicie twarde).
A oto efekt końcowy:
Smacznego!

Przepis dodaję do durszlakowej akcji Tanie gotowanie, pasuje jak ulał :)

Continue reading...

Pasta na kanapki z brie


Był to niedzielny poranek, w lodówce raczej niewiele (bo w niedzielę wieczorem jeździmy zazwyczaj na zakupy), tak samo niewiele chęci miało którekolwiek z nas żeby wyjść do osiedlowego marketu, który jest położony 3 minuty od naszego bloku. Ale co ze śniadaniem? Nie na darmo jestem pasibrzuchem, znalazłam na dolnej półce połowę brie, trochę chleba i wymyśliłam coś pysznego. Polecam tę pastę, widziałam podobne w sklepie, jednak pełne konserwantów i zwyczajnie drogie.

Czosnkowa pasta z brie

1/2 krążka brie
2 ząbki czosnku
2 łyżki masła (można dać więcej jeśli chcecie mieć bardziej kremową konsystencję)
1 łyżeczka bazylii
szczypta świeżo zmielonego pieprzu

Wszystko miksujemy w blenderze na gładką masę, najlepiej smakuje przyjemnie rozpuszczona i ciągnąca się na ciepłych grzankach. Smacznego!:)



Przepis dodaję do akcji zwiększamy odporność!
Continue reading...

sobota, 26 listopada 2011

W sobotę powoli... Pancakes z mieszanki mąk;)


Moja lepsza połowa przeszła godną podziwu ewolucję kuchenną. Z kogoś, kto żywił się frytkami, chlebem tostowym i kotletami, zrobił się (także ze względów zdrowotnych) całkiem świadomy kulinarnie facet. T. ma wszystkie niezbędne umiejętności: robił już muffiny (które z Olą zawsze wspominamy z rozrzewieniem ;)), ciasto, chleb, najlepszą na świecie pizzę razową, masę pysznych obiadów-niespodzianek no i pankejki, które w naszym domu robi tylko on, ja tylko pomagam jeść ;-) Także zapraszam na sobotnie pancakes z mieszanki mąk - o ile ma się proporcje przyczepione do lodówki to można je przygotować bardzo szybko. Jednak u nas dajemy 2x więcej niż sugeruje Polka na nasze śniadanie. Są zbyt pyszne, żeby zjeść na śniadanie 4 sztuki, dlatego zawsze robimy więcej:) Z pozdrowieniami dla Burczymiwbrzuchów ;) które kusiły pankejkami tyle razy, że w końcu nas skusiły:)

Tutaj link do bloga Zawszepolki, skąd wzięliśmy przepis. Cytuję za autorką, bo wyjątkowo przepis bez modyfikacji. Nie mieliśmy konfitury z rabarbaru, bo szczerze go nie znosimy. Zamiast tego wyciągnęłam z półki szumnie nazywanej spiżarką domowe powidła jabłkowe i potrójnie wysmażone powidła śliwkowe, creme de la creme domowych przetworów mojej rodziny. Dopiero niedawno doceniłam, jakie to szczęście móc sięgnąć po słoiczek małego dobra zamkniętego w słoik w pewnym malowniczym regionie na lubelszczyźnie... :)

Placuszki (pancakes) z konfiturą z rabarbaru


Mieszanka na placki

600g mąki (u mnie 200g mąki gryczanej, 200g mąki orkiszowej, 100g mąki z ciecierzycy, 100g mąki pszennej razowej)

3 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka mielonego imbiru

1 łyżeczka przyprawy korzennej (bez mąki)

6 łyżek jasnego brązowego cukru

Składniki mieszanki wymieszać razem i trzymać w zamkniętym pojemniku.

Sposób przyrządzenia placków (porcja dla dwóch Zawszepolek lub jednego Połówka - wychodzi 6 placuszków) - u nas podwójna

100 g mieszanki j/w

1 jajko (białko oddzielone od żółtka)

50 ml jogurtu sojowego (lub maślanki)

50 ml mleka sojowego (lub dowolnego mleka)

1 łyżka delikatnego oleju (dobrze sprawdza się migdałowy lub z orzechów włoskich) (lub 2 łyżki roztopionego masła)

skórka otarta z połowy cytryny

sok wyciśnięty z 1/4 cytryny

kilka kropel ekstraktu z migdałów (lub aromatu migdałowego)

Białko ubić z sokiem z cytryny i szczyptą soli. Żółtko ubić z jogurtem, mlekiem i olejem lub masłem. Do 100g mieszkanki dodać ubite żółtka, skórkę i sok z cytryny, ekstrakt z migdałów i wymieszać. Do masy dodać 1/3 ubitych białek, delikatnie wymieszać, dodać pozostałe białka i delikatnie wymieszać całość. Smażyć małe placuszki na żeliwnej patelni bez dodatku tłuszczu. Podawać ciepłe z konfiturą - u nas z powidłami :)



Smacznego i miłego weekendu!

Przepis dodaję do akcji Korzenny Tydzień :)




Continue reading...

poniedziałek, 21 listopada 2011

Kto pisze na pasibrzuchach? :-)


Z okazji natknięcia się na blogach na nową falę nagród i nominacji postanowiłyśmy napisać coś o sobie. 7 losowych faktów dwóch ponętnych pań to razem 14 ciekawostek, które mam nadzieję, czytelnicy pasibrzuchów (zwłaszcza ci, których na razie znamy tylko z blogosfery) dowiedzą się o nas czegoś ciekawego. Na deser wspólna fotka z soboty :) 


KAROLA - 7 faktów o mnie
1. Kiedyś przez 2 lata byłam wegetarianką, z ruchem wege i przyległościami sympatyzuję do dziś.
2. Moim najprawdopodobniej nieosiągalnym marzeniem są: doktorat komparatystyczny, praca na uczelni i utrzymywanie się z wykładania literatury.
3. Straszliwie irytuje mnie pisanie o kocu, książce i herbacie zawsze wtedy, kiedy w kalendarzu zaczyna się jesień. Ludzie, czytajcie cały rok!
4. Gazety czytam regresywnie, od ostatniego artykułu do pierwszej strony.
5. Podobno jestem strasznie zasadnicza, złośliwa i niemiła, ale nie wierzcie w to. Najgorsze, że Ola też tak twierdzi :(
6. Najczęściej chodzę w spódnicach i sukienkach, uwielbiam second-handy gdzie kupuję od zawsze.
7. Uwielbiam herbaty i codziennie mierzę się z trudami życia z termosem w torbie, co równoważy nasze temperamenty, bo druga prowadząca bloga to kawosz :)



7 faktów o OLĆ :)
1. Nie wypiję herbaty, w której pływa 'szczurek'.
2. Mnie też marzy się doktorat - z fonologii! (ale wcześniej praca magisterska ;))
3. Farbuję włosy od tylu lat, że nie bardzo pamiętam, jaki mają naturalny kolor.
4. Lubię czytać gazety kiedy biorę gorącą kąpiel.
5. Uwielbiam robić niespodzianki!
6. Wolę teatr niż kino, a mimo to częściej oglądam filmy niż spekatkle.
7. W wolnych chwilach zaglądam do studia Radia Aktywnego, zwykle w piątki między 18 a 20 ;).


Ola na pierwszym planie, ja złowrogo zaczajona tuż za nią :-) Miłego dnia wszystkim naszym czytelnikom! :-)
Continue reading...

niedziela, 20 listopada 2011

Pizza z patelni


O ile brakuje mi muffinków, ciast i innych wypieków, to brak piekarnika najbardziej doskwiera mi poprzez niemożność zrobienia...pizzy.




Pyszne, drożdzowe ciasto, razowa mąka dzielnie zagniatana przez T, a do tego obowiązkowe oliwki na górę... Radzimy sobie inaczej ;)

'Pizza' z patelni
2 sztuki tortilli
100g żółtego sera
+ na górę, u nas:
kurczak shoarma, rukola, pomidorki cherry

Tortillę podgrzewamy do chrupkości, przewracamy na drugą stronę. Na podprażoną górę kładziemy ser i kurczaka i czekamy, aż ser się roztopi. Dekorujemy resztą przygotowanych warzyw/dodatków, polewamy ulubionym sosem. Ta jest nadgryziona, bo byłam głodna;)

Smacznego!
Continue reading...

sobota, 19 listopada 2011

To lubię w Warszawie #1 - Guarani na Koszykowej


Zbierałam się od dłuższego czasu do napisania takiej notki, wczorajszy wieczór dostarczył mi niezbędnej inspiracji i oto jest! Behold ;) Nie jestem zwolennikiem jedzenia na mieście, zawsze wolę zjeść coś,co sama przygotowałam, ale, jak już raz na kilka miesięcy się gdzieś wybierzemy, jest to zawsze miejsce fajne, klimatyczne, bez snobistycznego zadęcia i niespecjalnie drogie (bo w końcu to blog studencki!).

Znacie, pijecie yerba mate? Z osób podczytujących wiem, że robi to Zosia. Wybraliśmy się do yerbaciarni nieco przypadkiem, szukając spokojnego miejsca w centrum, gdzie można odpocząć, porozmawiać. Miejsce nazywa się Guarani, a jest położone zaraz obok przystanku tramwajowego Koszykowa. Nie była to nasz pierwszy kontakt z yerbą (która z jakiegoś powodu ciągle kojarzy mi się z niszowością, nie wiem, czemu), ostrokrzew paragwajski znamy, lubimy i pijemy (ja od czasu legendarnej już pracy w herbaciarni), ale mnogość smaków i firm wprawiła nas w zachwyt. Ogólnie cała wizyta przebiegła na wielki plus!

Przemiła pani za ladą chętnie doradzi i wytłumaczy jak się pije yerbę, jaki smak wybrać na początek etc. Najciekawszy jest fakt, iż za 8zł dostajemy tykwę z yerbą, a do tego termos do każdej zamówionej tykwy w cenie, więc wody do dolewek jest bardzo dużo. Sklepo-kawiarnia jest malutka, cicha i bardzo klimatyczna; w tle słychać muzykę południowoamerykańską. Do przekąszenia tylko ciasteczka w śmiesznej cenie 80gr/szt. Polecamy każdemu jako alternatywę dla hałaśliwych sieciówek w stylu Coffee Heaven! Guarani na Koszykowej 70 zdecydowanie dostaje nasz znak jakości ;-) Polecamy, zwłaszcza, jeśli nie znacie jeszcze yerba mate. Ta bagienna mikstura potrafi uzależnić ;) Mam nadzieję, że Ola da się przekonać i też wrzuci swoje sprawdzone miejsca... Proponuję wspólną wyprawę i recenzję pewnego lokalu frytkowego ;)
Continue reading...

środa, 16 listopada 2011

Białkowe śniadanie


Przepis znaleziony w jednym ze starych numerów Men's Health (gazety głupiej jak nieszczęście, ale przepisy mają ciekawe) ;-)

2 jajka
4 plastry bekonu lub innego mięsa (u mnie szynka robiona na wsi przez rodzinę, mmm!)

Bekon/wędlinę prażymy na patelni teflonowej bez tłuszczu z obu stron, na to wbijamy jajka i smażymy w zależności od tego, jaki stopień wysmażenia kto lubi (ja niestety nie zjem jajka które nie jest całkowicie stałe, więc smażę dość długo). Żeby śniadanie było bardziej eleganckie i jeszcze zdrowsze, dodałam rukolę i suszone pomidory (też zrobione w domu!). Zaspany recipient zjadł je w łóżku z prawdziwą przyjemnością, a potem, pełen energii poszedł za radą wyżej wymienionego czasopisma pakować na siłkę... to znaczy, zaspany jak zombie, ale najedzony pomaszerował do pracy ;)

Miłego dnia!
Continue reading...

niedziela, 13 listopada 2011

Czekoladki - podejście pierwsze! Cytrynowe.


A na zdjęciu samotna czekoladka. Ona jedna jedyna bez szwanku pokonała drogę z silikonowej foremki na talerzyk :(.


Ale po kolei!


Dawno, dawno temu, odwiedziłyśmy stronę Magiczne Wypieki, gdzie nabyłyśmy foremki. Ja postanowiłam nie kupować kolejnej formy na muffiny, ale spróbować czegoś zupełnie nowego - domowych czekoladek! 
Ponieważ po przeszukaniu internetu stwierdziłam, że a) nie jest to najłatwiejsze b) jest czasochłonne, to serduszkowa foremka czekała i czekała...
... aż do wczorajszego, niespodziewanie wolnego wieczoru :).


Czekolady od jakiegoś czasu czekały w lodówce, więc pozostało tylko pytanie: czym wypełnić czekoladki? Z tego, co było w domu, pasowała właściwie tylko cytryna ;), a zachęcił mnie do niej także przepis znaleziony tutaj.


Zabrałam się do pracy, w przerwach oglądając The Voice ;). Wszystko robiłam 'na oko' i tak też podaję proporcje:


(foremka 15 serduszek)
100g gorzkiej czekolady
80g białej czekolady
100g kremówki
skórka otarta z 1 cytryny
sok z cytryny (z około połowy, może ciut więcej)


Połowę gorzkiej czekolady rozpuszczamy (w kąpieli wodnej) i pędzelkiem smarujemy foremkę. UWAGA, 2 warstwy to zdecydowanie za mało ;). Myślę, że to było przyczyną popękania czekoladek i tego, że ostatecznie wyglądały na cytrynowo-czekoladowe kule ;).
Po posmarowaniu wkładamy na ok. 10 minut do lodówki, znów smarujemy, znów wkładamy, znów smarujemy... (oczywiście czekoladę trzeba będzie ponownie 'rozpuścić' do b. płynnej konsystencji).


Nadzienie:
Kremówkę, białą czekoladę, skórkę i sok podgrzewamy w kąpieli wodnej, aż czekolada się rozpuści i wszystko ładnie połączy. Odstawiamy do przestygnięcia i aby masa trochę stężała.



Łyżeczką nakładamy masę do foremek, ale nie 'pod korek', trzeba trochę zostawić miejsca na przykrycie naszych czekoladek :).


Na koniec rozpuszczamy pozostałą gorzką czekoladę i 'polewamy' powierzchnię nadzienia, starając się, by nie dostało się ono między przykrycie a ścianki.


A potem próbujemy ładnie wyjąć czekoladki - mnie się udało w przypadku 1/15 ;).

Continue reading...

Kreatywa śniadaniowa 1 - kasza jaglana


Chociaż bloga prowadzimy z Olą od niedawna, ja pamiętam dobrze czasy starego durszlaka, od dawna śledziłam blogosferę w poszukiwaniu inspiracji by uczynić gotowanie ciekawszym ;)
Zastanawia mnie nieco rosnąca popularność blogów śniadaniowych. Po pierwsze, w większości prowadzą je nastolatki, które mają dużo więcej czasu niż przeciętny blogger, obarczony obowiązkami. Po drugie... czy tylko mi te porcje wydają się tak żałośnie malutkie? Dbam o linię (żeby była gruba i wyraźna ;)) i zdrowy tryb życia, ale śniadanie z 5 łyżek owsianki? Pół grejfruta i kromka chleba? Jakim cudem miałoby to dać mi energię, kiedy wychodzę rano, a wracam o 20? Jak owsianka, to solidna porcja! Po latach niejedzenia śniadań nawróciłam się i jest to najważniejszy posiłek, nie ma możliwości nie zjedzenia go rano.

A dziś odmiana od owsianki, poprawnie byłoby chyba nazwać ją kaszanką, no ale sami widzicie, to ewidentnie zły typ formacji ;) Zapraszam na śniadaniową jaglankę!

Śniadaniowa jaglanka (dla 2 osób):

1 szklanka kaszy jaglanej
2 szklanki mleka lub wody

Poprzedniego dnia wieczorem kaszę gotujemy w stosunku 2:1 w wybranym płynie. Rano wystarczy ją podgrzać i dorzucić to, co mamy pod ręką: u mnie był to banan, żurawina i domowe suszone gruszki i jabłka.

Pyszne, rozgrzewające i co najważniejsze rano, szybkie śniadanie! Moja porcja to oczywiście ta po lewej ;-)


Continue reading...

sobota, 12 listopada 2011

Dwukolorowe biscotti


Udało nam się spotkać z Olą jeszcze w starym mieszkaniu na wspólne pichcenie, a mnie W KOŃCU udało się zmobilizować i napisać o tym notkę ;) Miałyśmy dużo pomysłów, znalezionych na niezawodnym durszlaku, ale ostatecznie trafiło na ten przepis - dwukolorowe biscotti. Znalazła Ola, a ja zupełnym przypadkiem kupiłam te ciasteczka-sucharki w Lidlu (włoski tydzień!) i wpadliśmy z T oboje.

Ogólnie rzecz ujmując, podczas wspólnego pieczenia było bardzo wesoło! Sucharki wymagają nieco pracy, ale efekt rekompensuje konieczność podwójnego pieczenia. Nam smakowały tak, że problem przechowywania w puszcze nie zaistniał... Biscotti czekały do wieczora, kiedy wrócił T i zjedliśmy wszystkie, co do jednego:) Smakowały wspaniale, słodkie i przyjemnie chrupiące! Olu, dzięki za wspólne pieczenie, kiedy następne wyzwanie? :-) Polecamy, znak jakości pasibrzuchów :-)


Przepis cytuję za domowymiwypiekami, z naszymi zmianami:

Składniki:
300g mąki
80g miękkiego masła
2 jajka
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150g migdałów (dałyśmy nieco mniej, ok 120g)
2 łyżeczki cukru waniliowego (dałyśmy domową esencję waniliową)
170g cukru
15g kakao (do części kakaowej zwiększyłyśmy ilość do około 50g)
60g suszonych moreli (morele zastąpiłyśmy gorzką czekoladą)

Sposób przygotowania:
Migdały zalać wrzątkiem i następnie obrać ze skórki. Migdały przełożyć na sitko i pozostawić do wyschnięcia. Morele (u nas - czekoladę) pokroić na małe kawałeczki.W misce wymieszać mąkę, 70g masła, jajka, sól, proszek do pieczenia, cukier waniliowy (esencję) i cukier. Zagnieść jednolite ciasto. Ciasto podzielić na pół. Do jednej połowy dodać kakao i 10g masła, a do drugiej morele (czekoladę). Obie połówki ciasta ponownie zagnieść. Do obu dodać po połowie migdałów.C iasta zawinąć oddzielnie w folię spożywczą i wstawić do lodówki na 30min.
Oba ciasta podzielić na 4 części. Z każdej części uformować długi, cieniutki wałeczek o długości 30cm. Biały wałek skleić z ciemnym tak, aby powstał wałek dwukolorowy. Gotowe wałki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w szerokich odstępach (Najlepiej przedzielić wałki kawałkami papieru do pieczenia, aby podczas pieczenia się nie posklejały. Ciasto rozchodzi się na boki).
Ciasto podpiec 15min. w nagrzanym piekarniku do 200°C. Lekko ostudzić.
Ciasto pokroić w lekko ukośne kawałki (kromki) o grubości około 1- 2cm. Ciasteczka ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia nacięciem do dołu.
Piec kolejne 10min. w temperaturze 200°C, aż ciasteczka ładnie się zarumienią. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia.




Continue reading...

wtorek, 8 listopada 2011

Mała-wielka rewolucja


Kochani pasibrzuchowicze!

Ja, tj. Karola i podkuchenni w osobie T i świni morskiej po wielu perypetiach zmieniliśmy mieszkanie na przytulną kawalerkę, która, chociaż jest świetnie położona i zapewni świetne światło do zdjęć, jest... pozbawiona piekarnika! przynajmniej na jakiś czas ;)
Także spodziewajcie się ode mnie raczej nie muffinek i innych pyszności (mam trochę zaległych przepisów, mam też nadzieję, że je kiedyś wrzucę), a ciekawych pomysłów na dania i słodkości niewymagające pieczenia, bo bloga z tej okazji nie zamierzamy zamykać. Może też, z racji bliskiego sąsiedztwa z Olą, pomimo chronicznego braku czasu uda nam się częściej spotykać na wspólne pieczenie w pewnej kuchni na Bemowie? :-) Tak czy owak, jest to wyzwanie, które ochoczo podejmuję. No i rozglądam się za małym piekarnikiem...

Na pocieszenie wrzucam zdjęcie podkuchennego Beniowskiego, który nawiązuje do najlepszych tradycji polskiego blogowania kulinarnego, bo nie kto inny, a Dorotuś z moichwypieków też ma to zwierzątko :) Benek ma wyjątkowy apetyt, jego pasje to wyłudzanie jedzenia i spanie. Ma też niebagatelny wkład w bloga - pałęta się pod nogami kiedy siedzę w kuchni ;)

Continue reading...

sobota, 5 listopada 2011

romantyczne śniadanko!


Jak wiadomo - gotowanie sprawia wiele radości. Jedzenie także. Ale najwięcej radości sprawia, jak można kogoś nakarmić :).


Weekendowe poranki są fajne. Bo można dłużej pospać. Bo można spokojnie napić się herbaty. Bo można spokojnie przygotować śniadanie. Bo śniadanie można zjeść wspólnie! :)

Oto mój prosty pomysł, co zrobić, aby zwykłe śniadanie było nie takie zupełnie zwykłe ;). Pozdrowienia dla T.!



Co na zdjęciu?
2 kromki chleba: zwykły pszenny tostowy i razowy, obydwa stostowane i posmarowane odrobiną masła, które błyskawicznie się rozpłynęło - już coś innego niż zwyczajna kromka chleba!

na nich: pasta jajeczna - zamiast po prostu rozsmarować ją na kanapce, warto ładnie ją uformować ;) ja użyłam wykrawaczek do ciastek, a skoro 'romantyczne śniadanko', to oczywiście w kształcie serduszek 
pomidor pokrojony w cząstki - zamiast plasterków ułożonych od razu na kanapce
parówkowe ośmiorniczki - pomysł zaczerpnięty z Bento po polsku; niby tylko parówka, ale od razu wygląda inaczej!


I takie to było wspólne sobotnie śniadanko :).


A oto przepis na pastę jajeczną:
jajka ugotowane na twardo
cebula
sól, pieprz
majonez


Nie podaję dokładnych proporcji, bo tu można dowolnie kombinować w zależności od gustów - ja wolę jak jest więcej jajek niż cebuli.
Jajka wkładamy do miski i dziubiemy widelcem na drobne kawałki. Cebulę kroimy w drobną kostkę, solimy aby trochę zmiękła, dodajemy do jajek. Solimy, pieprzymy (sporo!) i dodajemy majonez, aby powstała pasta.
Smacznego!
Continue reading...

poniedziałek, 31 października 2011

Prawie robi ogromną różnicę


Czyli zupełnie nie-pizzowa pizza Nigelli, znaleziona przeze mnie na blogu słodko-gorzki świat. Nie chciało mi się dzisiaj gotować dla jednej osoby, ale jednak niechęć do jedzenia kanapek zamiast obiadu okazała się być silniejsza. Jeśli spojrzycie na zdjęcia na blogu, który zalinkowałam wyżej, pizza wyszła płaska. U mnie, z racji mniejszego naczynia jakoś okropnie urosła, ale i była przepyszna. Niewiele przy niej roboty, a przepis zdecydowanie do powtórzenia w większym gronie. Przepis podaję za Aną ze słodko-gorzkiego świata, ja całość, poza jajkiem, zmniejszyłam o połowę. POLECAM! :)


100 gram mąki pszennej (dałam ok 60)
1 jajko
250ml mleka (dałam 125ml)
100g startego żółtego sera (dałam ok 35-40g)
sól do smaku (pominęłam)
50g salami lub chorizo (z braku mięska na niby-pizzy wylądowały oliwki, czerwona cebula)


Natłuścić formę do zapiekania. Nigella proponuje masło, ja użyłam oliwy. Ubić jajko z mąką, solą i mlekiem na gładkie ciasto. Wsypać połowę utartego sera do ciasta. Wymieszać. Przelać ciasto do formy. Piec 30 minut w piekarniku nagrzanym do 220C. Po tym czasie wyjąć z pieca, posypać reszta sera, położyć dodatki. Zapiekać jeszcze 3 minuty. 
Continue reading...

urodzinowy tort (truskawkowy) :)



Mój pierwszy w życiu! A okazja nie byle jaka, bo urodziny T. i niespodziankowa impreza :). Niestety mam zdjęcie tylko z komórki i nie mam zdjęcia 'przekroju' - bo kto by sobie głowę zaprzątał zdjęciem kawałka tortu już na imprezie... ;)

Przepis wzięłam z bloga Taste of passion - prawdziwej kopalni wiedzy na temat tortów!!! Tu znajdziecie oryginalny przepis na biszkopt, a tutaj na tort, który oryginalnie był jagodowy, u mnie - truskawkowy ;). 



Przygotowanie podzieliłam sobie na 3 etapy (i 3 dni, więc to będzie długi post):
1. Upieczenie biszkoptu

2. Przygotowanie mas i przełożenie
3. Dekoracja!

A zatem, najpierw biszkopt (u mnie większe proporcje bo liczyłam na 3 warstwy, ostatecznie były 2; forma 26cm):

6 jaj
120g mąki
50g mąki ziemniaczanej
180g cukru
1 i 1/5 łyżki soku z cytryny (czyli po prostu ciut więcej niż 1)

A jak robimy? Białka ubijamy na sztywną pianę, na koniec dodajemy cukier i sok z cytryny. Ciągle miksujemy i dodajemy po 1 żółtku. Później dodajemy obie mąki (wcześniej przesiane i wymieszane) i krótko miksujemy wszystko razem.
Formę (tylko dół, boki nie!) wykładamy papierem, smarujemy go masłem. Ciasto wylewamy do formy i wkładamy do rozgrzanego (170C) piekarnika na 40 minut.
UWAGA! przy biszkopcie nie otwieramy z ciekawości piekarnika, aby zajrzeć do naszego ciasta i sprawdzić jak się miewa ;) podobno wtedy może siąść. I jeszcze jedno, zaczerpnięte oczywiście z Taste of passion - po upieczeniu odwracamy formę do góry dnem i... rzucamy o podłogę! Brzmi strasznie, ale działa - biszkopt nie opadł i wyszedł świetnie.



Ok, mamy biszkopt, czas na masy:


1. Truskawkowa:
200g mrożonych truskawek
300ml kremówki (36%)
4 łyżeczki żelatyny
4,5 łyżki cukru
1 łyżka soku z cytryny

Truskawki miksujemy z cukrem i sokiem z cytryny. Dodajemy przygotowaną żelatynę, miksujemy. Śmietanę ubijamy w osobnym naczyniu, po czym delikatnie łączymy obie masy.


2. Śmietanowo - waniliowa:
375ml kremówki

3 łyżeczki żelatyny
4,5 łyżki cukru
zapach waniliowy
Ubijamy śmietanę z cukrem i wanilią, łączymy z przygotowaną żelatyną.


No to teraz, jak to ułożyć?
Biszkopt rozcinamy na 2 bądź 3 części - na 1 wysokości robimy delikatne nacięcia nożem, następnie przeciągamy przez niego podwójnie złożoną nitkę ;). Działa!
Blat układamy na paterze, delikatnie nasączamy ponczem (woda + sok z cytryny + cukier). Zapinamy obręcz od tortownicy, następnie układamy masę truskawkową, na nią śmietanową i na koniec 2 blat, który również 'ponczujemy'. Wstawiamy na noc do lodówki, aby masy stężały.



No i największe wyzwanie: dekoracja!


Tort jest pokryty lukrem plastycznym, który niestety okazał się niesamowicie słodki - ale w sumie czego spodziewać się od lukru?
... i o tym będzie w kolejnym poście, bo to długa historia :).



Mam nadzieję, że tort smakował! Ja, jak na 1 raz, byłam zadowolona :).



PS. Bardzo dziękuję mojej Mamie za wsparcie, dobre rady no i... pomoc w sprzątaniu ;).
Continue reading...

niedziela, 30 października 2011

Grzaniec jabłkowy i domowa przyprawa grzańcowa


Nie wyjeżdzam nigdzie na 1 listopada, siedzę więc w opustoszałym mieszkaniu i nie mniej opustoszałej Warszawie i popijam sobie coś takiego. Towarzystwa dotrzymuje mi świniak morski słodko śpiący pod kaloryferem, a ja, sącząc z kubka gorący płyn pracuję sobie w spokoju, bez pośpiechu. Tylko Kogoś brak...

Przyprawa do grzańca, przepis mój inspirowany tym, co znalazłam na torebce gotowej mieszanki - na średni słoik. Bardzo ekonomiczne, bo torebeczka sklepowa wystarcza tylko na pół litra napoju/procentów. Polecam!


  • 2/3 do całej szklanki cukru, ja dałam biały, ale brązowy też może być niezłym pomysłu
  • pół opakowania przyprawy z goździkami
  • 2 łyżki imbiru w proszku
  • 3 łyżki cynamonu w proszku
  • 1 łyżka gałki muszkatołowej
  • opcjonalnie pokrojone kawałki suszonej skórki cytrynowej
Na 2 kubki takiego jabłkowego grzańca z soku 100% z kartonu (warto raczej wybrać klarowny) dałam 2 łyżki ww. mieszanki, zagrzałam do temperatury 60 stopni i piłam, póki napój był gorący.

Continue reading...

sobota, 29 października 2011

Domowa Shoarma, czyli Sphinx w domu :-)


Na przełomie września i października wylądowaliśmy w tej popularnej sieci restauracji kilka razy, trochę przypadkiem, trochę z powodu naszego uwielbienia dla dań z karty kultowych pozycji. Po trzecim razie miałam już serdecznie dość, bo nie lubię jeść na mieście... Ale za Shoarmą przepadam! Poszukałam na durszlaku i oczywiście blogerzy mieli już pomysł, jak zrobić ją w domu.

Na blogu filozofia smaku znalazłam przyprawę, jednak robienie tak małej ilości wydało mi się niezbyt sensowne, i łyżeczki zastąpiłam łyżkami stołowymi. I voila, mamy oto na półce z przyprawami kolejną kultową pozycję ;-) Poniżej moja propozycja podania, kurczak upieczony w piekarniku, wcześniej marynowany w niżej podanej przyprawie. Przepis ma okejkę T., więc na pewno warto go wypróbować :)

Składniki na przyprawę do shoarmy (podaję za Filozofią Smaku z moimi zmienionymi proporcjami):

·         1/2 łyżki pieprzy cayenne
·         1/2 łyżki kurkumy
·         1/2 łyżki cynamonu
·         1/2 łyżki gałki muszkatołowej
·         3/4 łyżki soli morskiej
·         1/2 łyżki czarnego pieprzu
·         1 łyżka imbiru
·         1 łyżka czosnku sproszkowanego
·         1 łyżka kuminu
·         1 łyżka papryki czerwonej słodkiej
·         1 łyżka ziela angielskiego
·         1 łyżka selera suszonego w płatkach - pominęłam, podobnie jak w oryginale


Continue reading...

środa, 26 października 2011

Muffinki: toffi + banan!


Zagadka z naszego fb (http://www.facebook.com/pasibrzuchy - zapraszamy!) rozwiązana. Są to bardzo smaczne muffinki - idealne na poprawę humoru jesienną porą :). Słodziutkie, ale nie 'za bardzo', o delikatnym smaku bananów. Mniam mniam!
A to, co lśni na zdjęciu, tu rozpuszczone toffi, które rozpływa się w ustach. Czego chcieć więcej? :)

Nie pamietam już, skąd wzięłam przepis na te muffinki. Poszukiwałam w internecie właśnie takiego połączenia smaków i okazało się, że toffi w takich muffinkach to po prostu... krówki! :) Jedyna czasochłonna czynność przy ich przygotowaniu to odwijanie każdej krówki z papierka. Ale i tak warto!

Składniki (12 muffinków):
3 dojrzałe banany (wtedy są słodsze i smaczniejsze)
125 ml oleju roślinnego
2 jajka
250g mąki
75g cukru pudru (można dać mniej)
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka śmietany
150g krówek (KRUCHYCH! nie ciągutek:))

Tradycyjnie: łączymy składniki suche, później dodajemy mokre. Na koniec dodajemy 'podziubane' widelcem banany i posiekane krówki.
Pieczemy 20 minut w 200C i gotowe! Można wcinać :).

Smacznego!
Continue reading...

poniedziałek, 24 października 2011

Herbata, jakiej na durszlaku jeszcze nie było!


... sprawdziłam :-)

Czytelnicy bloga jeszcze nie wiedzą, ale w pewnym momencie swojego życia (dość odległym) przepracowałam wakacje w pewnej bardzo znanej herbaciarni w Kazimierzu nad Wisłą. Fascynującą przygodę pracy za marne pieniądze (plus mobbing, praca na czarno i beznadziejne współpracownice - czyli pierwsza dorosła praca o jakiej każdy marzy ;)) osłodziła mi wiedza nt. herbat jaką tam zdobyłam. Może kiedyś napiszę notkę o rodzajach herbat etc? Może, szczerze mówiąc niespecjalnie się do tego palę - to chyba popracowa trauma ;-) Dziś zapraszam was na jedną z pozycji tamtejszej karty herbat, a w zanadrzu mam jeszcze wiele interesujących receptur.

Lapsang to czarna, podwędzana herbata o mocnym i unikalnym aromacie. Sama może być zbyt aromatyczna, dlatego podaje się ją na przykład z sokiem malinowym. Dostępna w herbaciarniach. Jeśli chcecie zaserwować coś innego niż zwykła ekspresowa, zachęcam do spróbowania :-)

Składniki na 1 dzbanuszek:

1 miarka herbaty (w fachowej literaturze to 11-16g, ale ja zawsze sypię na oko, ew. 1 płaską łyżkę) lapsang
5 łyżek soku malinowego


Herbatę parzymy w dzbanuszku około pięciu minut, czekając, aż naciągnie, ale nie będzie zbyt mocna. Dodajemy sok malinowy (ja mam domowy, od rodziców, ale ten sklepowy z herbapolu też pasuje), mieszamy i delektujemy się niesamowitym, intensywnym aromatem.
Continue reading...

niedziela, 16 października 2011

JABŁECZNIK Z KASZY MANNY w dziesięć minut!


Przepyszne, ekspresowe ciasto. Znalazłam je na stronie Zwegowanych. Zrobienie go zajęło mi może z 10 minut?  Polecam serdecznie, będziemy go na pewno jeszcze nie raz piekli w sytuacjach awaryjnych, kiedy za godzinę mamy lecieć na imprezę a nie mamy niczego, co możemy ze sobą wziąć. Bo mamy taki zwyczaj, żeby zamiast chipsów czy ciastek na każdą imprezę/spotkanie przynosić coś zrobionego przez siebie. Niech żyje slow-food! :)

Cytuję za zwegowanymi, ja z rozpędu nie dodałam cukru, ale i tak było pyszne :)


Jabłecznik z kaszy manny




Składniki na jabłecznik

  • 2 kg jabłek,
  • 2 szkl. mąki,
  • 2 szkl. kaszy manny,
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 1 szkl. cukru lub 3 łyżki miodu (opcjonalnie),
  • 3 łyżeczki cynamonu,
  • 3/4 kostki margaryny.
Mąkękaszę mannę wraz z proszkiem do pieczenia należy wymieszać.Jabłka zetrzeć na tarce i dodać cynamon. Mieszaninę z mąki kaszy manny podzielić na 3 części i przekładać w tortownicy na zmianę z jabłkami. Na wierzch ciasta zetrzeć margarynę.
Jabłecznik (szalotkę) należy piec przez 55 minut w 180°C.
Continue reading...

piątek, 14 października 2011

Rozgrzej mnie! Czyli czerwona herbata na jesienne dni


Było mi zimno po powrocie z uczelni (gdzie zostałam nazwana starą babcią, bo uznałam, że otwarte okno sprawia, że zamarzam! uroki niedociśnienia :-)), więc szybko zaparzyłam sobie szklankę gorącej dobroci. Rozgrzewa, a w komplecie ze świnką morską na kolanach i ciepłymi ciapami (czy wiecie, że ciapy to regionalizm, lubelski odpowiednik kapci? ot, ciekawostka :-)) pozwala zapomnieć o niesprzyjającej aurze za oknem i dzisiejszym, tak samotnym dniu.

Rozgrzewająca czerwona herbata (na dzbanek)

2 torebki czerwonej ekspresowej herbaty
4 łyżki miodu
ok 2-3cm startego korzenia imbiru
1 łyżka cynamonu
1/2 cytryny

Herbatę parzymy, dodajemy miód, świeżo starty imbir, cynamon i wyciskamy sok z cytryny. Mieszamy i pijemy, żeby nie wystygło. Mmm, rozgrzewa!


Ze względu na zdrowe składniki, zwłaszcza imbir, który, jak dzisiaj przeczytałam w jakiejś migawce w metrze był używany do leczenia przeziębień już w starożytności, przepis dodaję do durszlakowej akcji:


Continue reading...
 

Pasibrzuchy! Copyright © 2009 Designed by Ipietoon Blogger Template In collaboration with fifa
and web hosting